Poniedziałek, 23 października 2017
*** Godziny otwarcia biura: pn - pt w godz. od 08:00 do 18:00 ZAPRASZAMY! ***

Kalendarium imprez » IPPWH - IV '06

28.04 - 03.05.2006 Z Pamiętnika Dominika ... I Polish Pow(d)er Week in Hintertux


Nasza pierwsza majówka



Piątek 28.04.06

od wczesnych godzin porannych czekam z Agnieszką na przyjazd pierwszych uczestników. Pogoda za oknem fatalna a na skrzynkę mailową zaczynają spływać pierwsze odmowy przyjazdu... zarejestrowało się ponad 600 ludzi, co będzie jeżeli nie przyjadą? Wieczorem siedzimy przy małym piwku z Teamem Fischera i dumamy.... Telefony zaczynają się urywać i pojawiają się pierwsi goście, zaczynamy być pełni optymizmu.

Ok godz. 22:00 sygnał z Polski: nasz portal jest nieosiągalny, u nas wszystko chodzi, po czasie okazuje się jednak, że z "cache'a". Zamiast udać się pod pierzynę, nasz administrator hukido, designer zwierz i ja ślęczymy na skypie do godziny 5 nad ranem i staramy się coś zaradzić. O 5:17 przychodzi mail z USej z informacją, że wszystkie usterki zostały usunięte.. pięknie, widocznie tak miało być..



Sobota 29.04.06

Pobudka po 45min śnie, szybkie wstawanie, krótkie śniadanie i o 7:45 jesteśmy pod kolejką lodowca, wcześniej kolejny mały stresik. Okazuje się, że Żabce który wiezie materiały reklamowe nawaliło w nowym busie Turbo i porusza się w tempie 60 km/h, czyli nigdy nie zdąży na 8:00 pod lodowiec, w końcu pędzi z Warszawy! Jednak Żabka rozpina żagiel i jest, o 8:07 podjeżdża na parking w Hintertuxie. Teraz Teamwork – we mgle, katastrofalnych warunkach pogodowych Bobic, Marcin, Wojtek, Żabka i ja wwozimy cały majdan na 2660 m.n.p.m. pod Fernerhaus, rozbijamy namiot i na szybko organizujemy nasze stanowisko, które na 4 dni staje się naszym drugim domem.
O godzinie 10:00 rusza pierwsza grupa na darmowe szkolenia prowadzone przez czterech naszych polskojęzycznych instruktorów. Około 11:00 pierwszy problem, nasz znajomek Mirek z W-wy (chwilowo jedyny męski przedstawiciel naszego grudniowego zlotu) podjeżdża z instruktorem i córką Kamilą kompletnie „zajechany”, po krótkich oględzinach okazuje się że niepozorna rana cięta na kolanie jest dość poważna i Mirek musi śmigać do szpitala. Pięknie się zaczęło...
O 13:00 drugi darmowy kurs, a grupa do nauki coraz liczniejsza, myślę może nie będzie tak źle. Krótko przed 14:00 jadę na dół, na parking w Hintertuxie, tam już czekają Teamy Fischera, Salomona, Sportna i K2, uwijające się jak w ukropie ze 180 parami cudownych par nartek, serce rwie się do góry a marzenia stają się realne. Ok 15:30 pomagając sobie wzajemnie, zlani potem wnosimy ostatnią parę desek do naszej „kanciapy” na 2660, od jutra będzie czadowa jazda....Schodzę na stoisko do Wojtka a wokół niego dziesiątki ludzi, z zestresowanych ust Wojtka słyszę komunikat......300 uczestników, Dominik to musi się udać! Do 16:00 zapisuje się kolejnych 11, jest dobrze. Tylko pogoda fatalna, ale od jutra ma być lepiej.
Głodni, zmęczeni ale szczęśliwi ok. 18:00 jesteśmy w domciu w Uderns i obserwujemy przez okno jak w 30 minutowym takcie pod drzwi naszego biura pozajeżdżają kolejne samochody z polskimi blachami i wysypują się z nich zmęczone twarze, aby odebrać vouchery na skipassy....Na jutro szykuje się niezły „Sajgon”, ostatnie auto pojawia się o.. 2:30. Agnieszka przez cały dzień trzyma wartę w biurze, a w nocy śpi z komórką przy uchu. Ja wieczorkiem pozwalam sobie na małą bibę ze znajomkami z RMF MAXXX i Teamem Fischera, jest dobrze. Tylko dlaczego pada tyle śniegu?


Niedziela 30.04.06

Pobudka o 6:10, budzik dzwoni niemiłosiernie, nie dam rady nie wstanę....ale zaraz, przecież przyjechała pomoc, mój brat Marcin.. Otwieram oczy, patrzę za okno widzę biel.. biel widzę: 30 cm świeżego śniegu a do tego błękitne niebo i tylko gdzie nigdzie pojedyncze chmurki, momentalnie zapominam o niewyspaniu i pełen entuzjazmu wraz z Wojtkiem i Marcinem, drąc się wniebogłosy pędzimy na lodowiec.
O 8:00 rano pod gondolami czeka na nas Stach z Hammera i wyciąga 20 nowiuteńkich snowboardów, jest mega, wszyscy dojechali, jesteśmy w komplecie.
O godz 10:00 ruszają testy. Traski z rańca aż po Sommerbergalm położonego na 2100m.n.p.m. świetnie przygotowane, krajobraz zimowy, a dokoła naszego stoiska coraz więcej ludzi z czerwonymi opaskami zillertalinfo.pl na szyi i „dyndającym” identyfikatorem. Same uśmiechnięte twarze, „zasypujące” nas setkami pytań; gdzie są polscy instruktorzy? Co muszę wypełnić aby wziąć udział w testach? Gdzie jest ta pani, która opiekuje się dziećmi? O której jakaś imprezka......? Dusza aż rwie się do nieba ze szczęścia. Skiteamy co jakiś czas meldują, że zainteresowanie ogromne, testy idą pełną parą a ja nie mam czasu nawet na 5 min. wskoczyć w te piękne deski.. ale przecież tak chciałem.

Ok 13:00 na stoisku pojawia się Melanie (szefowa marketingu kolejek lodowca) i Hermann (szef informacji turystycznej Tuxa). Już z daleka widzę jak śmieją się im oczy.. podchodzą i pytają: Dominik czy ty mówisz po niemiecku bo chyba poza Tobą wszyscy przeszli na język polski.....? Podanie „grabki” i cichy sygnał od Marcina: właśnie zarejestrował się 500 uczestnik. Do 16:00 jest ich już 650 a na Fernerhausie w promieniach słońca panuje wszędobylska słowiańska uroda. Ok. 16:00 po przeniesieniu wszystkich nartek i snowboardów do naszej kanciapy pozwalamy sobie na małe piwko w „Hohenhaus Tenne”. Prawie zasypiając za kierownicą przyjeżdżam do domciu z marszu wpadając do łóżka i zasypiając w locie.



Poniedziałek 01.05.06

Już standardowo pobudka o 6:00 z tą różnicą że tym razem wyspany. Od samego rana wspaniała pogoda. Dzisiaj mamy ciężki dzień, w programie jest dalsza część testów zimowych, ok 15:00 polska godzina na Sommerbergalm, a o zachodzie słońca wieczór tyrolski. Na stoisku już jak co dzień sporo ludzi, od samego rana przyjmujemy zapisy na środowe zawody. Mam jedno małe zmartwienie, już teraz widać że naszych polskich instruktorów jest za mało, ciągle próbuje wyłowić któregoś przez komórkę aby zgrać wolne terminy z zapotrzebowaniem, lista zapisów na wieczór tyrolski pęcznieje a ja mam tylko 200 wolnych miejsc. Ciekawe czy wystarczy?
Ok południa rejestruje się 800 uczestnik pobijając tym nasze najbardziej optymistyczne założenia. Po konsultacjach z Teamami narciarskimi i rozmowami z dziesiątkami narciarzy wiem, że zabawa jest setna i wszyscy są zauroczeni lodowcem. Cały dzień na stoisku pomaga nam dodatkowo Aga i jej siostra. Ok 13:00 na Fernerhausie w żółtych polarach RMF pojawiają się Jarek Pioterczak (nasz moderator) i Łukasz (czyli DJ ADHD). Mają rozpromienione twarze i są zachwyceni. Po krótkiej naradzie z szefową baru Apresski oraz „ichnym” DJem o 14:45 zaczynamy na 2100 m.n.p.m „polskie granie”.
Okazuje się że połowa osób sączących w promieniach słońca swoje napoje to moi rodacy. Niemcy i Austriacy, którzy zawsze stanowili tu większość, są bez słów i proszą o pojedynek apresski.
Odpowiadamy jasne, gramy w 20 min setach na zmianę, 20 min dla polaków, 20 dla niemieckojęzycznych gości....po dwóch pierwszych setach jest jednoznaczny wynik 1:1, już wszyscy wiemy że wspólnie umiemy się bawić, umiemy śpiewać i umiemy się śmiać, a to przecież dokładnie to o co całej naszej ekipie chodziło. Ok 15:30 lecę szybko na stoisko, a w międzyczasie przez komóreczkę dogrywam jeszcze autokary na dzisiejszy wieczór. Na Fernerhausie znowu komunikat, na zawody mamy 70 chętnych, na wieczór tyrolski 240, a ogólnie na majówce jest już ponad 900 polskich dusz...... Szok! Po szybkim demontażu stoiska lokuje się jeszcze na kilka minut na Sommerbergalm i pijając chłodne piwko z wielką dumą słucham kolejnych wypowiedzi, że jest cacy i że w ogóle świetny pomysł z tymi polskimi dniami. Na plecach czuję lekkie swędzenie, chyba wyrastają mi skrzydła.
Do godziny 19:00 relaksujemy się z Marcinem w zaciszu Tenny i czekamy na pierwszy umówiony autokar. Ruszamy punktualnie i zbieramy do piętrowego busa ok 75 osób. W Vorderlanersbachusbachu mój bus jest full. W Finkenbergu do naszej kolony podłącza się 3 pełny bus z 50 osobami z Krakowa, a do busa Marcina wsiada kilka następnych osób. Ok 19:50 dojeżdżamy do Jaegerklause i zapełniamy ją po brzegi, jest nas 200.

Przy rytmach tyrolskich, zimnych napojach podawanych przez całkowicie zakręconą obsługę knajpy, niektórzy przy rozkosznych potrawach z dziczyzny, podziwiamy 3 chłopaków z Fugen, którzy klepiąc się po nogach tańczą tradycyjne „tyrolskie tango” i co rusz zapraszają do niego nowe „panny” a nawet i kilku naszych mężczyzn. W drugim akcie nie wytrzymuje Gaju z ekipy Salomona i publicznie obdarowywać mnie kartoflem oraz flachą Pana Tadeusza podłącza się do zespołu tyrolskiego jako czwarty, jest świetny ubaw. W przerwach w występie, rozochoceni uczestnicy co rusz wyskakują na parkiet i pląsają na całego. Niestety ok 23:00 zmęczenie zaczyna wygrywać i postanawiamy robić odwrót. O 23:30 w autobusie połowa towarzystwa za pierwszą serpentyną Stummerbergu zamyka oczy i zasypia, wysypując się następnie z autokaru w takt zapowiadanych przeze mnie nazw kolejnych miejscowości. W Hintertux okazuje się że nikt nie zaspał, autobus jest pusty.....cóż za szczęściarze, oni są już w łóżkach, Marcin i ja mamy jeszcze 40 km do Uderns ale dajemy radę, przecież po to tu jesteśmy.



Wtorek 02.05.06

6:00, już rutynowo śniadanko i na jednej nodze lecim do Hintera, pogoda jak by się trochę pogorszyła ale nie jest źle, pod gondolami na ostatni dzień testów dołącza się do naszej trójki Stach z Hammera. Już jak profesjonaliści o godz 9:00 mamy wszystko rozstawione. O 10:00 z dwoma instruktorami ruszają „The Carving Days”. 12 chętnych poznaje najciekawsze traski lodowca i słucha cennych porad instruktorów, my cały czas rejestrujemy nowe osoby i informujemy o dzisiejszym polskim apresskiparty. Koło południa rejestruje się 1000 uczestnik. Dla ukoronowania tego faktu postanawiam też coś potestować. Wskakuje we wcześniej zamówione nartki K2, jadę z Wojtkiem z Maxxxa na 3250 i zapinam testówki. Jest lekka mgła ale nartki idą cacy, krótki przeskok na niebieską 9-ke i jest świetnie, po 15 min czuje zmęczenie, więc wracamy. Wojtek pruje na dół, a ja jadąc wolniutko obserwuje stok i słyszę że prawie każdy narciarz lub snowboardzista mówi po polsku ..niesamowite.
Skatowany wracam na stoisko i posyłam drugą grupę carvingowców na podbój lodowca. O 14:00 zwijamy namiot i zjeżdżamy na 2100, gdzie jak w ukropie uwijają się nasze teamy aby przed zamknięciem kolejek zwieść wszystkie deski. Na Sommerberg znowu muzę podaje ADHD a zabawia Jarek, ja niestety tym razem nie mogę skorzystać.
Przejmuję od Temaów na dolnej stacji za sponsorowane nagrody i próbuje zapanować nad chaosem. Z kas kolejki zabieramy skipassy przewidziane jako nagrody na jutrzejsze zawody i żegnamy się z Teami. Wszyscy zapewniają że było super, że nic im nie zginęło i że za pół roku widzimy się w komplecie na drugich dniach Hintertuxa. Uścisk dłoni i jedziemy dalej, przecież wieczorem zobaczymy się w Tenne na polskim Apresski. Parę kroków dalej przed wejściem do kolejek wielki plakat w naszym języku „Dzisiaj polskie Apresski......” cuda myślę sobie i deponuję wszystkie przekazane mi nagrody w piwnicy w Tenne.

Szybka podróż do domciu, kąpiel, jakieś papu i o 20:30 jesteśmy z powrotem w dobrych nastrojach w tej kultowej knajpie. Nagle klęska....okazuje się że zginęły 3 pary nowiusieńkich fischerów. Gdzie, co, kiedy, przecież to niemożliwe...........ale nie ma czasu na myślenie. Dochodzimy do wniosku że ktoś je nam podprowadził i szybko decydujemy się na inny rozkład nagród. Od godz. 21:00 knajpka zaczyna się zapełniać uśmiechniętymi, ogorzałymi od słońca słowiańskimi twarzami. Ok 22:30 jest nas ponad 250, a zabawa leci na Maxxxa. Jarek przeprowadza konkursy, rozrzuca gadżety, a o 23:30 rozpoczyna losowanie nagród. Ok północy poznajemy laureata (jednego z 1100), który rozpromieniony odbiera voucher na 3 dniowy pobyt w hotelu 4* w dowolnym terminie. Zabawa trwa do 3:00 nad ranem, kiedy to Jarek zapowiada że za 5 min odchodzi ostatni nocny bus. Ludziska wychodzą zmęczeni ale zadowoleni, a my przy pożegnalnym piwku słyszymy od obsługi lokalu że takiej czadowej muzyki już dawno tutaj nie grano. Głębokie ukłony do Łukasza ADHD i lecim do domciu w kimono. Gdzieś koło Mayrhofen o 4:00 nad ranem dzwoni Jarek komunikując że ich hotel jest zamknięty......świetną zabawę w Tennie chłopcy z RMF Maxxxa przypłacają 2 godzina drzemką na hotelowej wycieraczce. Pomimo starań nie udaje nam się zbudzić obsługi hotelowej. Sorry i kolorowych Panowie.



Środa 03.05.06

Ależ rozkosz, dzisiaj możemy pospać do 7:00, świeci piękne słońce, jest bezwietrznie i nie trzeba rozstawiać namiotu. Równo o 9:00 pod gołym niebem rozkładamy ławeczkę, dwa leżaki i przygotowujemy się do zawodów, na kilku kartkach mamy zarejestrowanych 88 zawodników. Na szybko przepisujemy listę startową i oczywiście zapominamy przy tym o jednej osobie, upomni się o to za 0,5 godziny ale jak zwykle damy radę. Punktualnie o 10:00 ruszamy gondolą na 3250 m.n.p.m. Po krótkiej rozgrzewce ponad 100 ludzi zjeżdża ze mną do traski nr 4, gdzie rozstawiono slalom i gdzie instruktorzy szkółki Hintertux rozdają numerki startowe. Niestety na starcie nie ma „krzykaczki” i przy rozdaniu panuje ogólny chaos. Słońce praży niemiłosiernie, ale zawody z małym opóźnieniem ruszają, pierwsze szusują maluchy. Na dole, na mecie jest tylko jeden polski instruktor zajęty pomiarem czasu. Zawodnicy dojeżdżają do mety nie znając swoich wyników, nie ma wyświetlacza czasu, a ja na górze nie zdążyłem tego powiedzieć i poinformować pierwszych startujących, że rozdanie nagród odbędzie się o godz. 14:00 przy naszym stanowisku.
Obserwując co się dzieje w duchu przyznaję, że sposób w jaki przeprowadziliśmy zawody nie był optymalny i jest to zdecydowanie najsłabszy punkt 5-dniowego programu. Wyniki otrzymuje od szefa szkółki ok 13:40, zdecydowanie z późno, już na nic nie ma czasu. Nie zdążymy wypisać dyplomów a przed stoiskiem rośnie grupka ludzi czekających z zainteresowaniem na nagrody. Z kilkuminutowym opóźnieniem rozpoczynamy ogłoszenie wyników.

Z wielką żenadą stwierdzam, że kilka osób jest niezadowolonych z nagród. Mamy skipassy, mamy darmowe godziny u polskich instruktorów, mamy narty, snowboardy i gratisowe pobyty dla zwycięzców poszczególnych konkurencji, ale brakuje nam jednego: nagród pocieszenia dla najmłodszych. Serce mi się kroi widząc maluchy, które proszą o cokolwiek, a ja już nic nie mam. Liczę po cichu na 50 chorągiewek Tuxa, które dostałem w przeddzień od Hermanna na udekorowanie Tenny. Po oględzinach naszego magazynku okazuje się ze zostały w samochodzie. Jest mi po prostu wstyd i nerwy puszczają. Po 5 dniach ciężkiej pracy taka wpadka, jest mi ogromnie smutno......jednak na stoisku powolutku pojawiają się inni uczestnicy i krzepią słowami, Dominik nie przejmuj się, masz wizytówkę, daj znać następnym razem, pomożemy i wspólnie wszystko lepiej przygotujemy, nigdy nie dogodzisz każdemu, to naprawdę drobnostka.. dałeś radę.

To był już ostatni akt i patrząc na całość z małymi poślizgami stwierdzam ze chyba jednak było OK. Nadal trochę zmartwiony ok 16:00 zjeżdżam na dolna stacje lodowca, a tam okazuje się ze zaginione w przed dzień 3 pary nart Fischera odnalazły się. Dlaczego teraz, przecież jest już za późno? W tym momencie rodzi się nowy pomysł.......Yeah przecież to znak, to znak ze muszą być kolejne dni, przecież mamy już 3 pierwsze wspaniale nagrody!!!
Resume: Ten krótki reportaż jest bardzo subiektywny i z całą pewnością nie oddaje w pełni tego co podczas pierwszych dni lodowca Hintertux przeżywali uczestnicy imprezy. Streszczenie napisałem dosłownie tak jak przeżyłem te ostatnie 5 najciekawszych dni mojego życia. Aby ukoronować całe przedsięwzięcie także i w tym tekście starałem się nawiązać z Wami bezpośredni i naturalny kontakt.

Obecnie z każdą godziną przybywa sił a w głowie kotłują się następne pomysły. Nie poddam się i gwarantuję że nie była to nasza ostatnia wspólna zabawa. W lecie, jesienią i na pewno zimą spotkamy się znowu na stokach Zillertalu. Jestem zauroczony Waszą postawą i przekonany ze wielu z Was bawiło się dobrze. Serdecznie dziękuje za wszystkie ciepłe słowa i za nieocenioną pomoc Was wszystkich, tej wielkiej przesympatycznej masie 1123 uczestników, a także organizatorom, partnerom, naszej załodze Zillertalinfo.pl a w sposób szczególny mojej kochanej żonie. Chylę głowę, byliście niesamowici, niepowtarzalni, po prostu wielkie thx.......




PS: Teraz Wasza kolej, czekam na komentarze na portalowym forum, wiem że po raz kolejny nie zawiedziecie!